Rabosz! A co to jest Rabosz? Pewnie jakiś krewny, papieża polaka wielkiego rodaka?!


Otóż nie! To jest patyk. ALE JAK TO PATYK? Spokojnie jakbym, chciał napisać o patykach to bym, nie używał jakiś trudnych słów jak "rabosz". TO CO? PEWNIE MAGICZNA PATYK JAK HENRKA GARNCARZ FANATYKA RYŻU. Otóż nie, różdżka Hari Pota'ra jest za mała i za cienka na rabosz. TO CO TO JEST TEN RABOSZ?
Otóż jest to książka, exel i wróżbitka w jednym. ALE JAK TO KSIĄŻKA JAK PATYK?
Ponieważ na tym patyku, a bardziej lasce, karbuje się, runy/litery (np. węgierski rowasz), cyfry (np. cyfry rowasz które występowały w każdym zakamarku naszej części europy), a nawet używano ich do wróżenia. A JAK DŁUGO? A no od średniowiecza do początku XX wieku, a pewnie są jeszcze jakieś mroczki na podlasiu, co wysyłają rabosze jako komentarze na DarkMemes. A GDZIE? Ano tutaj, od Łaby do Azji, od Szwecji do Serbii, pisano, liczono, wróżono i inne takie na raboszach. Są nawet podejrzenie, że Słowianie pisali na raboszach, ale to tylko parę poszlak z jakiś kronik (chociaż są rabosze co prawda powstałe już po chrzcie, ale jeszcze w dzikich czasach wczesnych Piastów do XIII wieku, i na tych raboszach są dziwne znaki wykarbowane, wiemy co to jest są to dzienniki starych dziadów którzy już orać pola nie mogli, ale jako, że rodzina to ich trzymano, szczególnie, że jeszcze jakąś dobrą radę dadzą czy coś. No i te stare dziady z nudów zapisywali różne rzeczy tylko sobie znanymi znakami, chociaż niektóre da się odszyfrować i są to różne wiadomości np. jedne to "pamiętaj żeby nakarmić jutro konie", a drugie to "dzisiaj zajebali w naszej wsi Leszka Białego co uciekał z łaźni w Gąsawie" więc rozrzut jest spory. Historycy twierdzą, że te dziady po prostu napatrzyły się w kościołach na księgi i freski pod którymi było coś napisane i sami wzięli wolny rabosz i zaczęli pisać karbami, ale te znaki są bardzo podobne do znaków Głagolicy które nie mają źródła w alfabecie greckim czy hebrajskim, dziwne, nie?). Ale nawet jak nie pisali to liczyli i wróżyli na raboszach jeszcze długie lata.

Dwudzielny rabosz z miasta Gilian (Południowa Serbia), zapisany cyframi rowasz

Użycie słowa rabosz zanotowano już w 1393 w rachunkach dworu Władysława Jagiełły[1][2][3]. W 1912 wspomina je „Rocznik Slawistyczny”. Nazwy tej użył prof. Kazimierz Moszyński w swoim dziele Kultura ludowa Słowian (1929–1939), który także opisał znaczenie przedmiotu i zasięg jego występowania. W językach chorw. raboš, słoweń. rovaš oznacza kostkę do gry, wynik, pierwotnie był to los. Rabosz jest obecny w językach wielu ludów na Karpatach i także poza Europą[6]: w języku bułgarskim (ràboš, róbuš), serbsko-chorwackim (râboš, róboš), słoweńskim (rovàš), słowackim (rovàš), u polskich górali (rowas), w gwarze huculskiej rewasz (ravàš, revàš), w języku rumuńskim (răboj), niemieckim (Rabisch) i albańskim (rabush). Prawdopodobnie słowo rovás pochodzi pierwotnie od węgierskiego słowa rowasz, oznaczającego pismo runopodobne, używane do połowy XIX w. przez Seklerów.

Zapisywano na nim wysokość należnego podatku, wartość zawieranych umów czy wysokość udzielonej pożyczki. Służył również do tradycyjnego rozliczania zysków w gospodarce pasterskiej. W wypadku zastosowania do różnorodnych rozliczeń ten kawałek drewna wzdłużnie przecinano na dwa elementy, po jednym dla każdej ze stron. Wysokość zawartego kontraktu była widoczna dopiero po ich złożeniu. Po zrealizowaniu umowy rabosz był niszczony.

Niektóre z funkcji rowaszy
Z wielu zastosowań tego narzędzia można wymienić:
prosty kalendarz (kalendar-rabosz), na którym zaznaczano dni świąteczne
karbowy, nadzorujący pracę chłopów pańszczyznianych miał kij z nacięciami, którymi rejestrowano ilość wykonanej pracy; czynność nacinania w celu ewidencyjnym nazywano „karbowaniem”. Następnie kij rozłupywano wzdłuż na dwie części tak, aby karby były widoczne na obu – jedna część pozostawała u karbowego, a druga u chłopa wykonującego pracę.
na Podhalu rowasz (kijek) znaczony był karbami przez pijącego alkohol i karczmarza, stąd wyrażenie „pić na rowasz” oznaczało pić na kredyt
także w Słowenii zachowało się powiedzenie To gre na moj rovaš (Idzie na mój rachunek).
Książka/dziennik, liczydło itp.
I wiele więcej.

Galeria raboszy:

Jak widać nie samą, laską człowiek żyje. Tutaj mamy klocki, a nawet małe deseczki, al'a nieśmiertelniki


Rabosz karbowany


Rabosz inkszy

Teraz pewnie wielu, z was zadaje sobie pytanie: "A CZY RABOSZ TO JEDYNA CZĘŚĆ DRZEWA NA KTÓREJ MOŻNA PISAĆ?" A czy PHT rucha psa jak sra? Otóż nie! To domena Noszekresza, admina JBZDY. PHT chleje wódę jak szczela z karabina na szczelnicy! To co? To znaczy, ze nie tylko na patyku pisano! A NA CZYM JESZCZE?! Na korze! Już Rzymianie pisali na korze dębu (stąd łacińskie liber które oznacza, zarówno korę/łyko jak i książkę/literę. Ale Słowianie nie gęsi i swoją korę mają, a dokładniej brzozową.

Gramota [list/dokument] na korze brzozowej, a po prawej panorama Nowogrodu z XVII wieku
Ścinano drzewo, zdzierano korę i bardziej nadającą się do pisania, dzielono na arkusze, prasowano i w ogóle robiono takie karty jakby "papieru" ale nie papieru.
Nowogród byłby prawdziwą ostoją szkolnictwa i powszechnej edukacji nawet dzisiaj, a co dopiero w XII czy X wieku. A tam każdy najciemniejszy kmiot który łowił by ryby srając do jeziora Ilmen umiał czytać i pisać, a do tego wielkie lasy brzozowe i wareskie rządy (Wikingowie też czasami używali płatów kory do pisania) doprowadziły do odkrycia cudownych właściwości czarnobiałych obiektów przeciwlotniczych i nie chodziło tu o sok z brzozy czy inną dragę (napój zrobiony z soku z brzozy który razem z ziarnem jakiegoś tam owsa czy żyta i suszonymi jabłkami, gruszkami i innymi owocami został wrzucony do beczki na czas nieokreślony i tam fermentuje czy się przeżera jak sałatka z majonezem) otóż ściągnęli korę i zaczęli na niej pisać, a co pisać?
A no różnie, mamy list baby do męża w którym kobieta piszę, że sąsiad nazwał ją kurwą, a jej córkę dziwką, i żeby mąż wracał mu wpierdolić.


A także prace domowe i notatki nie jakiego Onfima, sześcio lub siedmioletniego.

Onfim i jego lekcja kaligrafii, a także rysunek przedstawiający Onfima z przyjacielem Pawłem

Onfim wyobraża sobie, zamiast się uczyć. Jak na konio-parówce rozpierdala niewiernych długą włócznią.

Gramoty na korze brzozowej są najciekawszym i najbardziej znamiennym dla Nowogrodu Wielkiego znaleziskiem, a najciekawsze pozostają małe zwitki wykonywane rylcem (po rosyjsku „pisałem”) na korze brzozowej, a właściwie na jej wewnętrznej, miękkiej i białej warstwie. Były to krótkie zazwyczaj teksty o rozmaitym charakterze: handlowym, administracyjnym, liturgicznym, ale i prywatnym – zdarzają się bowiem wśród nich i wiersze miłosne, a nawet przekleństwa oraz zaklęcia przeciw gorączce czy błyskawicy (!). Sporządzano na nich również osobiste notatki czy brudnopisy, a następnie wyrzucano. Inny rulonik uważany jest za najstarszy dokument w języku karelskim, choć spisany za pomocą cyrylicy (gramota nr 292). Nie bez przyczyny zatem autorzy pierwszego polskiego przewodnika historyczno-kulturowego po tym mieście (który notabene bardzo polecamy), Zofia A. Brzozowska i Mirosław J. Leszka, określili gramoty mianem „średniowiecznych SMS-ów”. Na podstawie przekazu arabskiego podejrzewa się, że na korze pisano na Rusi już w X w., choć blisko połowa z ponad 1200 odkrytych dotychczas gramot pochodzi dopiero z XII, zaś 35 z XI w. Co więcej ciągle znajdujemy nowe! Na korze brzozowej pisano na całej Słowiańszczyźnie, ale najwięcej tego typu rzeczy znajdujemy na ziemiach dawnej Rusi, a Nowogród jako kraina gdzie każdy umiał pisać (co w średniowieczu, nawet po usunięciu mitów, jest niespotykane) jest wręcz płodną żyłą takich dokumentów.

Co jeszcze dają nam drzewka? Owoce, a co można zrobić z owoców? Np. Ser jabłkowy. CZEKAJ CO? SER Z JABŁEK? Tak! Ser z jabłek Wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z serem – produktem mleczarskim: nazwy używa się ze względu na podobieństwa procesu wykonania i końcowego kształtu obu tych produktów.

Ser jabłkowy przygotowuje się poprzez smażenie przecieru jabłkowego z cukrem lub miodem. Wyrób następnie przelewa się do płóciennego woreczka i suszy się go. Gotowy wyrób ma zwartą, twardą konsystencję, pozwalającą na jego krojenie w kostkę lub plasterki[1].

Jako dodatki smakowe i zapachowe wykorzystuje się bakalie (np. suchą, utartą lub kandyzowaną skórkę pomarańczową (bądź samą skórkę), migdały, orzechy oraz przyprawy korzenne (np. cynamon, goździki, kardamon, ziele angielskie, gałkę muszkatołową)[1]. Dla uzyskania estetycznego wyglądu, używa się czasem barwników w postaci naturalnych soków, np. z buraków.

Ser jabłkowy jest po raz pierwszy wspomniany w XVII, przez kucharza Radziwiłłów. Sery jabłeczne cenione były dawniej ze względu na dużą wartość odżywczą i długi okres zdatności do spożycia. Przechowywano je nawet przez wiele miesięcy w postaci dobrze wysuszonych i obtoczonych w cukrze kostek. Na Litwie podawane są z gorzką herbatą, kawą lub winem.

Na polskiej Liście produktów tradycyjnych, od 15 lutego 2007, pod nazwą „Ser jabłeczny” figuruje ser jabłkowy wytwarzany w województwie świętokrzyskim.

Albo wcześniej wspomniany, sok z brzozy z którego robiono dragę (o której też pisałem wyżej) wspomnę tylko, że draga bywa często nazywana "Słowiańskim napojem bogów", lub "Napojem Słowiańskich wojowników" i wiele więcej tego typu wymyślnych przyciągających klienta nazw (niektóre nawet turbolechickie o husarii na dinozaurach). Tak naprawdę, to robią nas w chuja. Ponieważ dragi nie pili wojowie czy bogowie, a wschodniosłowiańscy (Ukraińscy, Białoruscy, Rosyjscy itp.) chłopi idący w pole. W Polsce nie znano zbytnio, przetworów soku z brzozy (choć "oskoła" bo tak dawniej zwano sok z brzozy, dawniej w Polsce była popularna) ale udokumentowano przerabianie soku na przełomie XIX i XX w. w kilku regionach np. w Puszczy Kozienickiej (centralna Polska) był gotowany z mąką żytnią i mlekiem ( Dekowski JP. Rośliny dziko rosnące w tradycyjnym pożywieniu chłopów kozienickich. In: Kowalska-Lewicka A, editor. Pożywienie ludności
wiejskiej. Cracow: Ethnographic Museum; 1973. p. 247–256. )

Oto dokładniejszy przepis:

2 garście jęczmienia, który należy podprażyć na patelce aż wydzieli ładny zbożowy zapach
10 garści suszonych jabłek
10 litrów soku z brzozy ( ponoć cukry 40g na litr, ale jak to zmierzyć nie wiem )

Do dużego słoja lub baniaka 10 litrowego wrzucić jęczmień i suszone jabłka, zalać 10 litrami soku z brzozy, wlot zakryć gazą przed muszkami i odstawić w chłodne i ciemne miejsce.
Zachodzi fermentacja octowa i alkoholowa.

Po ok. dwóch tygodniach można odlewać i pić. Jednak myślę, że ten czas zależy od temperatury w której trzymamy nastaw, więc będę można próbować smaku nastawu co jakiś krótszy czas.

fajne szklane baniaki można zdobyć w "Biedronce" po winie, tzn. trzeba kupić wino :D.

Ktoś pod filmem z przepisem p. Kudlińskiego zawarł uwagę, że lepiej na zamkniętej fermentacji, bo wtedy jabłka nie gniją i zachodzi fermentacja alkoholowa 2,5-3 %. Więc jak ktoś chce to może przykryć gazę zakrętką

Z sokiem brzozowym jest ten problem, że nie wiadomo za bardzo w jakiej formie go przechowywać dłużej, gdyby się chciało popijać przez dłuższy czas, bo wiadomo że okres ściągania oskoły nie jest zbyt długi. Przy pasteryzacji soku niestety traci się sporo jego właściwości. Natomiast forma alkoholowa wysokoprocentowa nie dla wszystkich jest do przyjęcia do systematycznego picia. Z kolei powyższy napój słowiański nie przechowa się długo, ponieważ myślę, że gdy będzie za długo stał to zrobi się z niego ocet... i pomyślałem sobie, że to właśnie forma octowa była by tą dobrą formą zakonserwowania soku, nie tracąc przy tym jego korzystnej zawartości mineralnej i witaminowej.

Następny nastaw zrobię więc pod kątem uzyskania octu jabłkowego, tyle, że zamiast wody i cukru dodam oskołę. W ten sposób uzyskam trzy korzyści w jednym napoju : zakonserwowanie oskoły na długi czas+ korzystne działanie octu jabłkowego + korzystne działanie oskoły oskoły.


Ser Jabłkowy w całej okazałości


Ser jabłkowy sposobem Litewskim w małych kostkach


Draga w baniaczku


[nie]fakto pedia o dradze


Sok z brzozy, na słono z koprem i czosnkiem